Środa 19 maja 2021 roku…aura jak na tą porę roku dość nieprzyjazna. Czarne chmury zebrały się nad parkiem im. Jacka Kuronia w Sosnowcu. Zaczyna padać, plac zabaw pustoszeje, parkowe alejki również, jednak w jednym punkcie jest inaczej. Przed restauracją „Leśna Kraina” tłok. Na podjeździe ustawiają się lśniące Choppery i Cruisery. Przyjechali mężczyźni, kobiety, niekiedy pary. Każdy na swoim motorze,
w skórzanych kurtkach i spodniach, wysokich butach. Na plecach wielu z nich dostrzegam wyhaftowany napis Stowarzyszenie Motocyklowe Wilcza Wataha… to właśnie Oni organizują dzisiejsze spotkanie pod nazwą” Sosnowieckie Spotkanie Motocyklowe z Wilczą Watahą”.

„To nie jest żaden przymus, my tu jesteśmy, bo po prostu chcemy się spotkać, porozmawiać, poznać lepiej, odreagować dzień spędzony w pracy.” – mówi Pan Damian Mazur, Wiceprezes Stowarzyszenia.

Było to pierwsze spotkanie Motocyklistów pod szyldem Wilczej Watahy, stowarzyszenia, które powstało we wrześniu 2020 roku. Pan Damian zaznacza, że spotkania będą odbywały się cyklicznie
w każdą drugą środę miesiąca właśnie w parku im. Jacka Kuronia po południu. Co mnie najbardziej zaskoczyło, nie wszyscy się znają. Na spotkanie przyjeżdżają również nowe osoby, nie związane z organizacją, jednak każdy jest wobec siebie bardzo serdeczny, miły. Każdy mówi sobie po imieniu, w pewnym momencie odnoszę wrażenie, że niektóre osoby Mnie również wzięły za motocyklistkę. Każdy podchodzi, przybija piątkę, mówi: „Cześć, miło Cię widzieć”. To jest według Mnie bardzo budujące uczucie w dzisiejszych czasach. W czasach, gdzie każdy w pogoni za swoimi marzeniami niejednokrotnie zapomina o zwykłym człowieczeństwie i o dobrym wychowaniu względem drugiego człowieka.

„U Nas tak już jest. Wszyscy tworzymy jedną „rodzinę”, zawsze pozdrawiamy się na drodze, nikt nie zostawi innego motocyklisty w potrzebie. Takie są niepisane zasady, które są przyjęte jako norma zachowania w naszym „świecie” – Mówi Pan Damian.

No właśnie i tutaj nasunęła mi się myśl….Cóż to znaczy „Świat w świecie”? A to, że motocykliści są taką komórką, gdzie każdy czuje się równy. Nie ma w ich zachowaniu zawiści, zazdrości czy nieuprzejmości. Każdy z sobą rozmawia, uśmiecha się serdecznie. Kiedy tak patrzę na tych ludzi notabene o bardzo zróżnicowanej metryce, nie widzę żadnych różnic. Nie jestem w stanie stwierdzić, kto jest pracownikiem fizycznym a kto dyrektorem czy urzędnikiem, kto ma jaką zasobność portfela.

Uważam, że to jest piękne, aby w dzisiejszych czasach…czasach, kiedy kolokwialny „wyścig szczurów” zaczyna się już w szkole podstawowej, jeśli nie w przedszkolu, Oni potrafią być tacy…naturalni. Jako osoba niemająca żadnej styczności ze społecznością motocyklistów, poczułam się…szczęśliwa. Tak, szczęśliwa to dobre określenie tego, jakie miałam w tamtym momencie odczucia. Oczywiście, przepełniło Mnie również odczucie wiary, bo Ci ludzie w skórach, kaskach, bandankach dali mi wiarę w ludzi. Wiarę, że człowieczeństwo jeszcze całkiem nie zatraciło się w anomalii dzisiejszej otaczającej nas rzeczywistości.

Pytam, dlaczego Wilcza Wataha??? W odpowiedzi pan Damian powiedział, że to dlatego, iż zawsze, kiedy jadą w drogę, jadą razem, są jak rodzina, nikt nikogo nie zostawi, pomimo różnej pojemności silników swoich maszyn. Są jak wataha…w składzie, w jakim wyruszają na trasę, w takim samym wracają…nigdy inaczej.

Każdy może przyjść na ich spotkanie, każdy jest mile widziany. Dzieci chcące pooglądać maszyny
z bliska, osoby będące na spacerze w parku. „Nie jesteśmy zamkniętą grupą” – jak mówią. Mają
w planach organizację spotkań w szczególności kierowanych właśnie do dzieci, poruszając jakże ważny temat bezpieczeństwa na drodze. Ich celem jest również promowanie oraz szerzenie turystyki motorowej.

Mam nadzieję, że spotkania z Wilczą Watahą wpiszą się na stałe w kalendarium motocyklowe Naszego Miasta. Pożegnawszy się w równie miłej atmosferze jak przy powitaniu, wróciłam do swoich codziennych obowiązków, ale w głębi duszy poczułam dumę. Dumę z tego, że mogłam spotkać tak pozytywnie nastawionych do życia ludzi, dzięki którym odzyskałam wiarę w drugiego człowieka oraz
w to, że na swojej drodze w najmniej oczekiwanym momencie można spotkać zupełnie obce osoby, które swoim optymizmem i dobrym nastawieniem do życia…zarażają.

Autor: Agnieszka Bielnicka